piątek, 14 lutego 2014

Jerza - "Tańcząca w deszczu" część 1

Młody chłopak szedł sobie ciemną nocą, również przyciemniałą ulicą. Zaczął padać deszcz, nie miał parasola, więc moknął na deszczu niczym kura. Przed sobą na środku ulicy zobaczyć dziwną postać. Dziwne w niej było to, że pomimo tego, że jest już jesień, dość mroźna, to ona była w sukience. Biała wiązana na szyi suknia, jak do ślubu, bez welonu i kwiatów. Zwyczajna, biała suknia. A na maleńkich stópkach szklane pantofelki na niewielkim obcasiku. Kolejną dziwną rzeczą było to, że postać tańczyła. Zupełnie nie przejmując się deszczem. Po chwili zza jej szkarłatnych włosów ujrzał maleńkie białe skrzydełka. Oczom nie wierzył, że nagle jej stópki uniosły się w górę i delikatnie unosiła się w górę.
- Ej, ty! - zawołał podbiegając.
Złapał jej delikatną dłoń, na co ona uśmiechnęła się niemrawo i sfrunęła na ziemię.
- Możesz mnie zobaczyć? - zapytała zdziwiona szczodrym głosem.
- No jasne, że tak. Co ty myślisz? Co ty robisz? Deszcz pada, a ty sobie tańczysz na środku ulicy? Może i Cię nie znam, ale miałbym wyrzuty sumienia, gdybym nie zareagował. - tłumaczył złoszcząc się.
- Przepraszam, nic nie mów, zapomnij o wszystkim co tu widziałeś. Nie było mnie tu, nie znasz mnie i nie widziałeś. Pa. - powiedziała unosząc się ponownie.
- Myślisz, że łatwo jest zapomnieć o kobiecie, która tańczyła na środku ulicy bez płaszcza i w dodatku unoszącej się w niebo? Mylisz się, nie zapomnę o Tobie, kimkolwiek jesteś. - powiedział patrząc jak odlatuję.
Smutno spojrzała na Niego po czym dodała:
- Wrócę, spodziewaj się mnie niebawem.
Nie rozumiał o co jej chodzi, był pewien, że to sen. Myśląc o tym wydarzeniu wrócił do domu, przebrał się i położył do łóżka. W nocy nie mógł spać, w Jego głowie dominowała szkarłatnowłosa kobieta. Następnego poranka był tak zmęczony, że cały dzień spędził w łóżku. Obudził się w środku nocy, spojrzał na poduszkę i ujrzał tę samą kobietę co na ulicy. Klęknął na łóżku przyglądając się jej twarzy, ujrzał na niej smutek, niepewność i cierpienie. Przykrył ją delikatnie się uśmiechając. Obudziła się z rana, przetarła oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Zobaczyła Jellala siedzącego obok patrzącego ponuro w podłogę.
- Ano.. - zaczęła, trzymając go za ramię.
- Kim jesteś? Wytłumacz mi to, co miało znaczyć unoszenie się w niebo, słowa o zapomnieniu, i teraz, gdy jakimś cudem znalazłaś się u mnie w łóżku. Proszę Cię, nie znikaj bez wyjaśnień. - mówił przekonująco.
- Wybacz, nie mogę Ci powiedzieć. - zakończyła spuszczając głowę.
- Czy Ty jesteś aniołem? - zapytał.
Popatrzyła się na Niego zadziwiająco dodając:
- S-skąd Ci to przyszło do głowy?
- Jesteś ubrana na biało i masz skrzydełka, zupełnie jak anioł.
- Więc to Ty.
- Ja? O co Ci chodzi?
- To Ty jesteś następcą Niebios. Jak Ci na imię, Panie? - zapytała.
- Jaki panie? Odwala Ci? Kim jesteś? - zapytał już nieco zdenerwowany.
- Ty jesteś Panem. Nie, nie "odwala" mi. Jestem Twoją podwładną.
- Dobra, teraz już całkiem nie rozumiem. Wytłumacz od początku.
- Nazywam się Erza Scarlet, mam 15 lat, mieszkałam w Niebie, ale to było za czasów panowania Flare. Teraz władczynią tronu jest Knightowalker. Postawiła mi ona warunek, że jeśli chcę wrócić do Nieba, muszę odnaleźć następcę Niebios. I oto odnalazłam ciebie, Panie.
- Czyli? - dopytywał się.
- Chodź ze mną, Panie.
- Nie mów do mnie panie, bo to jest żenujące, i nie chcę byś była moją podwładną, jeśli już jestem tym "panem" to tylko i wyłącznie dla innych, Ty mów do mnie Jellal, Erzo.
- Jak sobie życzysz, Pan... Jellal.
- A teraz..... gdzie mam z Tobą iść?
- Do Niebios. Jednakże by tam iść trzeba skrzydeł. Moje nie są dość mocne, ale Twoje tak.
- To ja mam skrzydła? - zdziwił się.
- Tak, są większe od zwykłych aniołów, ale by je zdobyć, potrzebujesz moich. Oddam Ci je.
- Ale czy jeśli Ty nie będziesz miała skrzydeł to czy polecisz do Niebios? - pytał.
- Nie, zostanę tutaj.
- Nie pozwolę na to, czy jest sposób byśmy mogli polecieć razem?
- Jest jeden, ale wymaga on tańca. Tamtej nocy próbowałam wrócić do Nieba za pomocą tańca, niestety, gdy już poszedłeś, spadłam z chmur.
- W takim razie muszę z tobą zatańczyć?
- Tak, Jellal.
Zatańczyli taniec, unosząc się do góry. Wspięli się po gumowatych chmurach i ujrzeli ogromną, złotą bramę. Erza wypowiedziała słowa, a brama się otworzyła. Weszli do środka widując złoty tron królowej. Szkarłatnowłosa ukłoniła się mówiąc:
- Oto następca królowo.
Jellal nie wiedział co ma robić.
- Dobrze, postanowiłam, że jako jesteś najwierniejszą podwładną, zostanie on Twoim mężem. - zaśmiała się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz